grudzień 9th, 2008 by admin
W omamach przysennych najbardziej nie lubię momentu, kiedy budzę się po raz drugi. Pierwsze przebudzenie zawsze jest przerażające, bo odnajduję się w jakimś wyimaginowanym świecie, pełnym przedmiotów i nieznanych mi osób. Jednak to zawsze podczas tego jak budzę się drugi raz, najbardziej się boję. Może słowo „budzę” jest tu nieodpowiednie. To jakby wracała mi świadomość, a wszystko co było dookoła znikało. Takie uczucie przerażenia połączone z niezrozumieniem. Serce wali jak szalone, ciężko złapać oddech. Powoli sobie uświadamiam, że to co przed chwilą było tak blisko, w ogóle nie istnieje. Trudne jest przekonania siebie samej, że tak naprawdę nie ma tego co się widzi.
Jednym z najbardziej realnych omamów był ten, który nazywam kredensem.
Mieszkam z siostrą, spała w pokoju obok. Obudziła mnie jakaś łuna zimnego światła, które padało z kredensu naprzeciw łóżka. Otworzyłam oczy i nie mogłam w to uwierzyć. Przede mną stała niebieska smuga światła. Była wysokości kredensu, a więc dość spora , jakieś 1,5m. Nie byłam na to gotowa, to było za prawdziwe. Zawsze obiecuję sobie, że tym razem dam radę i spróbuję się nie bać, nie krzyczeć, ale znów się nie udało.
Krzyczałam jak oszalała, wtulając się w kąt łóżka. Gdybym mogła wtopiłabym się w ścianę. Smuga nie zniknęła. Zrobiła coś dziwnego. Mój kredens, ma dwie witryny. Smuga światła jakby się teleportowała na drugą stronę. Była już tak blisko. Nie mogłam patrzeć, krzyczałam wołając siostrę. Niestety nie obudziła się. Zazwyczaj wszystko powinno się już kończyć, znikać, ale zamiast tego ze smugi wyłoniła się dłoń otoczona niebieskim, silnym światłem. Ręka wyciągnięta w moim kierunku jakby w geście zaproszenia, delikatnie się poruszała. Nie było w tym nic złego, nic demonicznego. Nie powinnam się bać, ale sama prawdziwość tego mnie przeraziła. Realna, prawdziwa, bardzo szczupła ręka, wychodząca z rozświetlonego słupa, była wyciągnięta wprost ku mnie. Wiedziałam, że TO chce, żebym wyciągnęła swoją dłoń. Poczułam, że w jakiś pewien sposób jestem potrzebna temu czemuś. Nie wytrzymałam, co chwilę zamykałam oczy, wołałam imię siostry. Za długo to wszystko trwało bym mogła w jakimkolwiek stopniu podejrzewać, że to nieprawda. W głowie miałam jedno zdanie „nie jestem gotowa, nie jestem gotowa, jeszcze nie jestem gotowa.” Bo nie byłam, nie mogłam przecież podejść do czegoś, co było tak niezrozumiałe. Nie chciałam się nawet przyglądać. Spod przymrużonych powiek, zobaczyłam jak owa smuga w niesamowicie szybki sposób została zassana w głąb kredensu. Całkowicie zniknęła, a ja nie mogłam złapać tchu. Nie wiem jak tego dokonałam, ale zmusiłam się pobiec do siostry. Wskoczyłam do jej łóżka i nie mogłam powiedzieć nawet słowa. Zanosiłam się od płaczu. Przestraszyła się. Długo pytała co się stało. „Coś jest u mnie w pokoju, coś jest w kredensie”.
Myślała, że do reszty zgłupiałam, przespała ze mną resztę nocy, upewniając, że kredens jest pełen jedynie książek. W tym przypadku nawet ciężko mi powiedzieć kiedy obudziłam się po raz drugi, bo wszystko było tak realne i prawdziwe.
Nie mogłam się z tego otrząsnąć przez jakiś tydzień. Nikt nie chciał nawet słyszeć, że mogę myśleć, że to się stało naprawdę. Siostra nawet nie chce wierzyć, że ją wołałam. Ja natomiast byłam przekonana, że coś mnie odwiedziło, myślało, że jestem gotowa, a ja to zawiodłam.